23 sierpnia, 2016

Ograniczanie danych dla małych klientów AdWords? Dziwny krok Google

Jedną z podstawowych cech AdWords, zawsze był równy dostęp do wszystkiego. Niezależnie, czy byłeś małym, średnim czy dużym wydawcą dostawałeś (w większości) dostęp do tych samych informacji i narzędzi. Ostatni krok związany z Planerem Słów Kluczowych, sam w sobie nie jest aż tak wielkim problemem dla większości. Stawia jednak pytanie, do czego może posunąć się Google w przyszłości?

Google chwalił się zawsze, że AdWords jest narzędziem przyjaznym i dostępnym dla każdego. Niezależnie, czy wydajesz 100 PLN czy 10 000 PLN, masz dostęp do tych samych mechanizmów i informacji. Nie wliczam w to wersji testowych czy beta narzędzi nie dostępnych na początku dla wszystkich. Planer Słów Kluczowych to narzędzie przydatne każdemu reklamodawcy. Choć nigdy nie było super dokładne, pozwalało nam zawsze określić choćby przybliżony potencjał w słowach, jakie wpisujemy lub które są nam sugerowane. Ostatnia zmiana wprowadzona w AdWords dodaje coś, czego większość się nie spodziewała – podział reklamodawców.

Używając obecnie Planera reklamodawca który wydaje 100 PLN, zamiast konkretniejszych liczb może zobaczyć bardzo szerokie klamerki, podczas gdy reklamodawca wydający grubsze pieniądze będzie widzieć dane jak dotychczas. Jaka jest to różnica? Podaje na przykładzie SEORoundTable.com:

słowo kluczowe “seo services” dla konta wydającego dużo – mamy konkretną liczbę 8100 wyszukań w miesiącu. To samo wyszukanie na koncie bez większych wydatków – przedział od 1k do 10k.

Jak Google tłumaczy swoją decyzję? Chodzi o walkę z BOTami i automatycznymi narzędziami wykorzystującymi dane w innych celach, niż reklamy Adwords (np. SEO). To tłumaczenie jest do przyjęcia i reklamodawcy wydający mniej, ponieważ wykorzystują Planer znacznie rzadziej. Problem tkwi w kilku miejscach:

  • tworzone są poziomy użytkowników – mało wydający, dużo wydający, o ile teraz zmiana jest do przyjęcia, otwiera to wrota kolejnych podziałów i możliwego dostępu do nowszych/lepszych funkcji tylko dla płacących więcej;
  • nie ma określonego “minimum” jakie trzeba spełnić – ta informacja zapewne podyktowana jest względami bezpieczeństwa, aby konta nie były doładowywane dokładnie wymaganą kwotą. Może być to jednak problematyczne dla użytkowników, którzy korzystają z narzędzia, ale nie są w stanie wydawać więcej;
  • ograniczoną widoczność może zobaczyć także użytkownik płacący więcej, jeśli dobije do nieokreślonego przez Google limitu – to może być problem np. dla agencji marketingowych, które w kalkulacjach budżetów z klientami mogą wykorzystywać te dane do analizy;
  • ograniczenie można było wprowadzić w lepszy sposób. Uzależnianie dostępu do narzędzia wydawaną kwotą jest dość proste – nie tego spodziewalibyśmy się po Google. Wymóg pełnej aktywacji konta tj. dodanie informacji płatniczych + sprawdzanie ilości wyszukań, ilości słów, odstępów czasowych, pozwoliłoby spokojnie wyeliminować większość przypadków. Logowanie kart lub przedsiębiorstw, które notorycznie naruszają limity lub próbują tworzyć nowe konta i wykorzystując je do tego rodzaju procederów także jest możliwe. Już teraz Google ściga za naruszenia zasad, więc taki sam lub podobny mechanizm mógłby być spokojnie używany w tym przypadku.

Samo wprowadzone ograniczenie nie jest tak znaczące (o ile duża ilość użytkowników nie dobije do “limitu”). Więcej kontrowersji wzbudza sposób, na podstawie którego jest ono realizowane. Dzielenie użytkowników według zasobności portfela jest zawsze powodem do wszczynania alarmów o dyskryminacje czy elityzm. Mam nadzieję, że Google przemyśli dwa razy kolejne zmiany, które mogą wykorzystywać taki rodzaj podziału użytkowników.

Robert Nowak

Specjalista SEM z 10 letnim stażem. Na co dzień zajmuje się przygotowaniem, prowadzeniem, optymalizacją i raportowaniem kampanii reklamowych, jak również analityką internetową i zagadnieniami związanymi z SEO. Prywatnie fan japońskiej herbaty i amerykańskich jabłek ;)